Bracia Grimm i Siostra Śmierć / Jadwiga Wais

Od czasów średniowiecza nigdy nie zajmowano się tak intensywnie umieraniem i śmiercią jak obecnie. Każdego dnia przybywa nowych portali internetowych, wydawnictw, książek, filmów, seminariów, konferencji i badań na tematy tanatologiczne. Proces upowszechniania tematyki śmierci i umierania nie unieważnił ani nie ukoił naszego osobistego zmagania się z perspektywą śmierci. Lęk przed śmiercią rozlewa się jak kropla atramentu na wszystkie dziedziny naszego życia. Nie spełniło się marzenie mędrców i filozofów o lekarstwie na lęk przed śmiercią. Ale nie marzenie baśni... Baśnie ze swoją magią i tajemnicą wychodzą beztrosko naprzeciw naszym wystraszonym i samotnym sercom.

KUPISZ TUTAJ

Najnowsze badania dowodzą, że baśnie (także Baśnie Braci Grimm) sięgają korzeniami do archaicznych tradycji perskich, indyjskich, chińskich, antycznych. Otwierają dzieciom i dorosłym drzwi do innych przestrzeni i innego czasu – poza przestrzenią i poza czasem. Magia Czarodziejskiego Królestwa zaspokaja pierwotną ludzką potrzebę wspólnoty i harmonii. Także z Kumą-Śmiercią z baśni nr 44 ze zbioru Braci Grimm. Kuma-Śmierć obiecuje: „Uczynię cię bogatym i sławnym, bo kto mnie ma za przyjaciela, temu na niczym nie może zbywać” /z opisu Wydawcy/.

 

INFORMACJE

Wydawca: Wydawnictwo ENETEIA

ISBN: 978-83-61538-59-2

Rok wydania: 2014

Oprawa: broszutowa ze skrzydełkami

Liczba stron: 183

Format: 135 x 205 mm

SPIS TREŚCI

Wprowadzenie: Lęk przed śmiercią

Część pierwsza: Oswajanie kresu życia

Prawa człowieka umierającego
Podmiot umierania czy przedmiot?
Mit miłości bezwarunkowej i opuszczenie domu
Mama i matka
Bezpieczeństwo i nadzieja
Śmiech i metafora w chorowaniu i umieraniu

Część druga: Baśniowy teatr śmierci

Księżyc
O podróżowaniu
Miejscy muzykanci z Bremy
Kuma Śmierć
Śmiertelna koszulka
Epilog: Mądry parobek. I co dalej?

Bibliografia

AUTORKA

Jadwiga Wais – absolwentka socjologii Uniwersytetu Warszawskiego, adiunkt w Zakładzie Nauk Humanistycznych Akademii Medycznej we Wrocławiu, gdzie prowadzi zajęcia z historii filozofii, socjologii, psychologii medycyny, psychoanalizy, tanatologii (sytuacje graniczne człowieka). W pracy badawczej koncentruje się na zagadnieniach z dziedziny antropologii przemiany duchowej (pogranicze filozofii, psychologii, socjologii, psychologii społecznej, mitologii, baśni i literatury pięknej).

Bierze udział w pracach Wrocławskiego Towarzystwa Badań nad Psychoanalizą. Publikowała artykuły w Studiach Filozoficznych, ALBO albo. Problemy psychologii i kultury, Przeglądzie Filozoficznym, Etyce, Kontekstach, Świecie Psychoanalizy.

Pozycje Jadwigi Wais w księgarni Wydawnictwa ENETEIA:

FRAGMENT

O podróżowaniu

Kuszący jest tytuł baśni nr 143 ze zbioru Braci Grimm – O podróżowaniu. Któż z przyjaciół baśni nie zerknie do niej – wszak podróżowanie to pospolita metafora wędrówki przez życie. W baśni tej syn pewnej biednej kobiety „bardzo chciał wyruszyć w podróż”. Matka, zmęczona jego nierealnymi mrzonkami, powiedziała:

Jakże mógłbyś podróżować? Nie mamy przecież pieniędzy, które mógłbyś wziąć na drogę. Jakoś sobie poradzę – odparł syn. – Będę powtarzał: niewiele, niewiele, niewiele! (Grimm, Grimm, 2010, baśń nr 143, t. 2, s. 231–233).

Jakże chwali się samodzielność syna, pedagodzy byliby zadowoleni. Ale dlaczego baśniowy chłopak był w czasie swojej wymarzonej wędrówki tak boleśnie maltretowany? Przecież był grzeczny, usłużny i pełen dobrych chęci. Najpierw rybacy zbili go kijem „na kwaśne jabłko”, potem znowu „dostał w skórę” pod szubienicą, następnie hycel „zdzielił go po uszach swym hycelskim hakiem tak, że go aż zamroczyło”. Na koniec woźnica zbił chłopca biczem tak, że ten musiał na czworakach wrócić do swojej matki. Baśń nie żałuje chłopaka, choć kary były okrutne, a on niewinny. Dlaczego?

Najtrudniejszą rzeczą na świecie jest bowiem zobaczyć to, co mamy przed sobą. Podróżowanie przez życie, a także podróż po świecie wymagają naszego uczestnictwa. W podróż zabieramy swoje obawy, oczekiwania, wspomnienia, doświadczenia, przyzwyczajenia, poglądy, uprzedzenia – cały bagaż przeszłości. I bywa tak, że podróżując, „nie ruszamy się” z miejsca, bo widzimy tylko to, co zwykle. Jesteśmy zamknięci na to, co nowe i inne. Umysł zasłania nam świat. Tak jest bezpieczniej, jesteśmy u siebie, w znajomym, oswojonym świecie. Porównujemy nieznane miasta, niespodziewane sytuacje, nowych ludzi, inne wzorce życia, inne jedzenie, zwierzęta i rośliny w obcym kraju do tego, co już znamy. Wracamy z podróży tacy sami jak przedtem, choć z walizką pełną pamiątek, koszulek, fotografii i widokówek:

Dobrze jest dużo podróżować. Człowiek się przekonuje, że nigdzie nic gotowego nie znajdzie, że wszystko zależy od niego. Można przejść przez Mont Blanc, Guadalquivir, Nil, przez co chcesz wreszcie i wrócić takim samym burżujem, jakim się wyszło. Nie ma zaklętych krain, tak samo jak nie ma cudownych książek (S. Ossowski, w: Intymny portret uczonych, 2002, s. 97).

Po co więc właściwie wyjechaliśmy w podróż? Zrozumiały jest lęk przed obcym krajem, obcymi ludźmi, językiem, zwyczajami. Wybujała potrzeba bezpieczeństwa zamyka nas na nową percepcję, na nowe doświadczenia. Najgrubszą zasłoną oddzielającą nas od świata jest nasz własny umysł, bo najpierw interpretujemy, analizujemy i porównujemy, a potem patrzymy. I w rezultacie nie widzimy tego, co jest przed nami. Sami sobie przeszkadzamy w spotkaniu i poznaniu nowego. Trudno jest zmienić swoje status quo, oderwać się od idei, w które święcie wierzymy, od przekonań, zasad, przyzwyczajeń, poglądów, które wypieściliśmy we własnym sercu i umyśle. Aby zobaczyć świat, do którego przybyliśmy, aby zobaczyć go po prostu takim, jaki jest – trzeba stoczyć walkę z samym sobą. Walkę o obiektywizm i otwarty umysł:

Lecz wpierw musi zostać wypleniona idea […]. Gdyby oczyścić bramy percepcji, każda rzecz ukazałaby się człowiekowi, jaka jest, nieskończona (Blake, 2002, s. 51).

Baśniowy chłopiec, spotykając żywych ludzi w prawdziwych sytuacjach, nie dostrzegał tego, co miał przed nosem. Spoglądał na świat z odległości, przez szklaną szybę. Był sam. Nie miał przyjaciela ani doradcy. Nie było nikogo, kto wykrzyknąłby ostrzeżenie, jak ksiądz do Józefa K. w Procesie: „Czyż nie widzisz nic na dwa kroki od siebie?”. Widział świat tak jak widział, po swojemu, przez pryzmat przeszłości i dawnych wyuczonych metod i zasad. W nowych sytuacjach te dawne, sprawdzone strategie pasowały „jak wół do karety”. Baśń pomysłowo i w prosty sposób pokazuje ten proces. Chłopiec zawsze jest spóźniony, wymawia wyuczone, niedorzeczne formuły, odnoszące się do nieaktualnych, wcześniejszych sytuacji.Do rybaków sfrustrowanych nędznym połowem mówił to, co wyniósł z domu: „niewiele, niewiele, niewiele!”.

Do ludzi zgromadzonych pod szubienicą, na której miał zawisnąć jakiś biedny grzesznik, powiedział to, czego nauczyli go rybacy: „obfitego połowu, obfitego połowu!”. Do hycla, który obdzierał konia ze skóry, powiedział to, czego nauczyli go pod szubienicą: „Boże, miej w opiece te biedną duszę!”. Do woźnicy, który przewoził ludzi, powiedział to, czego nauczył się od hycla: „leż sobie, ścierwo, w rowie!”. I w rezultacie, choć tak bardzo się starał i posłusznie wyuczył się na pamięć nowych reguł, ciągle doprowadzał spotkanych ludzi do wściekłości. Nowe reguły zawsze okazywały się w praktyce „stare”.

Chłopiec miał świetną pamięć, motywację, ciekawość, chęć wędrówki, ale nie umiał pozbyć się coraz cięższego plecaka wcześniejszej edukacji. A ciężar zatrzymywał go w drodze i spowalniał kroki. Nie mógł zdążyć na czas, choć bardzo się spieszył. Miotał się jak pies goniący za własnym ogonem. Zawsze palnął coś bezsensownego, a przecież nie był głupcem ani leniem. Przeciwnie – bardzo się starał. Wzrusza nas jego niewinność. Gdy rybacy pouczyli go, że należy mówić: „obfitego połowu, obfitego połowu!”, posłusznie i skwapliwie powtarzał tę regułę w kolejnej sytuacji – trzeba czy nie trzeba. Baśni udaje się tu uchwycić paradoks między nową wiedzą a starymi nawykami. Wiedza jest procesem, a nie zastygłym, przyjętym raz na zawsze niewzruszonym systemem. Nie da się otworzyć nowej bramy starym kluczem, choć zawzięcie się o to staramy.

Czas jest naszym największym wrogiem, depcze nam po piętach. Ledwie pożyliśmy chwilę, a już trzeba umierać. Ledwie się czegoś nauczymy, a już cała nauka nadaje się do kosza. Ciągle musimy wypleniać z trudem osiągnięte przekonania, idee i sensy. Nie ma chwili odpoczynku, o harmonii i spełnieniu nie ma co marzyć. Baśń celnie ukazuje iluzję poczucia pewności. Ledwie gdzieś doszliśmy, a już nas przepędzają i trzeba iść dalej. Sympatyczna nadgorliwość baśniowego chłopca przypomina i dziecku, i dorosłemu, którzy słuchają baśni, coś dobrze znanego. Ciężko porzucić zabawki i pójść do szkoły. Ciężko pożegnać idealnych rodziców i ujrzeć w nich zwykłych ludzi. Ciężko uczonemu porzucić odkrycie, które okazało się nietrafione. Ciężko porzucić sny i marzenia i żyć ze złamanym sercem. I wreszcie: ciężko porzucić to nasze życie dla gorzkiej śmierci. Iluzje mają słodki smak i dobrze trwać przy nich, nawet za cenę bólu.

RECENZJA REDAKCJI PSYCHOPOMOC


Pani Jadwiga Wais napisała mądrą i potrzebną książkę o odchodzeniu, o tym ostatnim momencie życia, kiedy wiemy, że to już i jeszcze moglibyśmy coś zrozumieć. Naprawić, zamknąć albo nawet rozpocząć. Braci Grimm i Siostrę Śmierć otwiera wprost i twardo, przytacza kilka historii z życia, jeszcze życia. I dziwi się człowiek czytając, że w 21 wieku tak podle się umiera, później zadaje sobie pytanie – może tylko w Polsce tak to wygląda? Wystarczy kilka złowieszczych terminów aby poczuć ścisk w gardle: uporczywe procedury medyczne, szpitalna bezduszność, izolacja i samotność, morfinofobia, bezsilność, i jeszcze raz samotność.  A na końcu rachunek sumienia, czy ma się pomysł na własne ars moriendi, bowiem nasza śmierć leży po stronie życia, dopóki jej nie spotkamy i poznamy.

Gdzie w tej okrutnej rzeczywistości miejsce na tytułową baśń, mit, symbol i rytuał? Może odwrócą uwagę od tematu, ukoją ból, zaczarują świat albo przygotują na podróż indywidualną i wyłącznie własną... Tak, abyśmy podczas ostatniej chwili nie byli jedynie numerem pesel a nasi najbliżsi bierną widownią. Abyśmy byli podmiotem. Może dodadzą sił i mocy w ostatnim spotkaniu, jak odważny był ojciec, co wziął za chrzestną Śmierć dla swojego trzynastego syna. Albo ściągną z nas ochronny płaszcz cywilizacji sukcesu, bezpieczeństwa i spokoju, kiedy pozostajemy pod okiem rodziców przez pół życia i nie potrafimy dostrzec nowego, nieznajomego, obcego; boimy się i szukamy ratunku w bezwarunkowej miłości. Ale ona nas zawodzi i przestraszone dorosłe dziecko popycha w nienawiść do siebie i świata.

W baśniach rodzice szybko umierają, a sieroty dumnie przyjmują ciężki los: „Dziecko jest smutne, ale nie zrozpaczone. Baśń szykuje mu nowe życie, niespodzianki, niebezpieczeństwa i przygody. Już nie ma mamy, już nie można oglądać się za siebie i szukać jej. Trzeba podążać naprzód. I nie bać się” (ibidem, strony 73-74).  W baśniach stoję oko w oko z losem, bez złudzeń, oswojonych lęków czy iluzji bezpieczeństwa, nie płaczę nad przeszłością ale daję się ponieść fali zmian. Abym mógł umrzeć – muszę żyć, tak jak w pięciu wybranych przez autorkę baśniach Grimmów. W Księżycu (nr 175) czterej czeladnicy nie boją się sięgnąć po księżycowy blask, a nawet zabrać go ze sobą do grobu, bowiem „życie i śmierć obejmują się po koleżeńsku i żadne nie wadzi się z drugim” (ibidem, str. 91).  W baśni O podróżowaniu (nr 143) młodzieniec nie chce zapomnieć o przeszłości, ale w końcu musi się nauczyć patrzeć na świat własnymi oczami. Miejscy muzykanci z Bremy (nr 27) walczą i zdobywają dobrą starość udowadniając, że życie można rozpocząć nawet u jego biologicznego kresu. Natomiast tytułowa Kuma Śmierć (nr 44) zamieszkuje magiczną jaskinię, rozświetloną tysiącami świec ludzkiego życia, gdzie „ciągle któraś gaśnie, inna dopala się, a jeszcze inna, całkiem nowa, pojawia się nie wiadomo skąd” (ibidem, str. 131). Ostatnia baśń Śmiertelna koszulka (nr 109) zaprasza do przełamania milczenia o śmierci i przeżywania żałoby w naturalnym tempie.

Wszystkie wybrane przez autorkę fragmenty, zarówno z baśni Grimmów jak i z Hessego, Conrada, Rilkego, Kafki czy Goethego, ukazują umieranie jako jedną z wartości uniwersalnych, świadczących o kondycji duchowej człowieka. I nie są to suche, filozoficzne dysputy, a refleksje ludzi, którzy wiedzą, że „coś lepszego od śmierci jest wszędzie”.  Nawet, a raczej przede wszystkim, Sokrates, czekając na kielich cykuty, pociesza uczniów rozmową i przekazuje im swe krzepiące przesłanie: „Trzeba być mężczyzną przecież i trzeba sobie powiedzieć: będę zdrów; ty i wy wszyscy dlatego, że macie jeszcze całe życie przed sobą; ja dlatego, że mnie właśnie śmierć czeka” (Platon, Fedon).

Niepowtarzalny styl dr Jadwigi Wais – łagodny, ale konkretny zarazem – nadaje książce wyjątkowej poezji. Aż chciałoby się doświadczyć tej inicjacji, podczas której przeżywa się własną śmierć i odradza w nowym wcieleniu, „wolny od wszystkiego co stare i martwe […], dojrzały do nowego życia i nowych ról w zbiorowości”, nawiązać dialog w kierunku dobra, wymyślić osobiste i indywidualne „ars bene moriendi”. Jadwiga Wais naprowadza nas na tropy, jak tego dokonać.    

Newsletter

Zaprenumeruj Newsletter, a otrzymasz na skrzynkę e-mail informacje o nowościach, ofertach specjalnych i promocjach wydawniczych z zakresu psychologii.

Reklama

Go to top
JSN Boot template designed by JoomlaShine.com